Rewolucja w bezpieczeństwie produktów konsumenckich: GPSR i krajowy nadzór od stycznia 2026
13 grudnia 2024 r. weszło w życie General Product Safety Regulation (GPSR), czyli unijne rozporządzenie w sprawie ogólnego bezpieczeństwa produktów, które ujednoliciło i wzmocniło zasady bezpieczeństwa produktów konsumenckich na rynku UE - zwłaszcza w relacjach e-commerce. Zasady i tryb sprawowania nadzoru nad ogólnym bezpieczeństwem produktów miały jednak zostać uregulowane na poziomie krajowym. Przepisy polskiej ustawy z dnia 7 listopada 2024 r. o nadzorze nad ogólnym bezpieczeństwem produktów zaczną obowiązywać 3 stycznia 2026 r. Przepisy te nie poprzestały na dostosowaniu naszego prawa do regulacji unijnych, wprowadzając kilka istotnych zmian w dotychczasowym porządku prawnym.
Na początku przypomnijmy najważniejsze postanowienia aktu unijnego - GPSR. Rozporządzenie za swój fundament ustanowiło ogólny obowiązek bezpieczeństwa - na rynek mogą być wprowadzane wyłącznie produkty bezpieczne. Jeżeli dla danego towaru nie ma szczegółowych regulacji, zastosowanie znajdą ogólne kryteria z GPSR. Aby produkt został wprowadzony do obrotu musi mieć przypisany podmiot gospodarczy z siedzibą w Unii. To oznacza, że często importer staje się „osobą odpowiedzialną”. Zmiany w sprzedaży za pośrednictwem internetu wprawiają w zakłopotanie niejednego właściciela e-sklepu. Przepisy wymagają, żeby w ofercie produktu znalazły się: dane producenta (nazwa, adres, e-mail), dane osoby odpowiedzialnej w UE (jeśli producent jest spoza Unii), identyfikator produktu (zdjęcie, numer partii, model), ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa (piktogramy lub tekst) - muszą być widoczne dla klienta zanim dokona zakupu. Wszystkie te informacje muszą być podane w sposób jasny i zrozumiały, a co najważniejsze - w języku kraju, w którym produkt jest sprzedawany. GPSR wprowadziło również rewolucję w procedurach związanych z wycofywaniem produktów z rynku (recall). Jeśli produkt okaże się niebezpieczny, przedsiębiorca nie może już poprzestać na lakonicznym ogłoszeniu na stronie www. Ma on obowiązek bezpośrednio powiadomić wszystkich nabywców (o ile posiada ich dane), a w ogłoszeniu publicznym zabronione jest używanie uspokajających sformułowań typu „w rzadkich przypadkach” czy „dla Państwa wygody”. Konsument musi dostać jasny wybór: naprawa, wymiana lub zwrot gotówki.
Choć GPSR wyznaczyło standardy merytoryczne, to polski ustawodawca musiał określić, kto i w jaki sposób będzie te wymogi egzekwował na naszym podwórku. Odpowiedzią na to jest nowa ustawa o nadzorze nad ogólnym bezpieczeństwem produktów.
Polska ustawa z 7 listopada 2024 r. o nadzorze nad ogólnym bezpieczeństwem produktów (która wejdzie w życie 3 stycznia 2026 r.) nie jest jedynie formalnością. To dokument, który daje organom nadzoru - przede wszystkim Prezesowi UOKiK oraz Inspekcji Handlowej - realne „narzędzia” do walki z niebezpiecznymi towarami.
Dla sprzedawców oznacza to koniec z „partyzantką” w imporcie - nowe przepisy oznaczają koniec ery sprowadzania towarów „no-name” z Azji bez pełnej dokumentacji. Każdy produkt musi mieć w UE tzw. podmiot odpowiedzialny. Przedsiębiorca staje się w pełnym tego słowa znaczeniu gwarantem bezpieczeństwa. Konieczne jest wdrożenie procedur analizy ryzyka i archiwizacji dokumentacji przez 10 lat. Choć oznacza to wyższe koszty operacyjne, eliminuje z rynku nieuczciwą konkurencję, która wygrywała dotąd wyłącznie niską ceną kosztem jakości i bezpieczeństwa.
Najważniejsze zmiany w systemie kontroli to m. in. mystery shopping (zakup kontrolny) - inspektorzy zyskują prawo do dokonywania zakupów produktów w sposób anonimowy, również w sklepach internetowych. Pozwoli to na weryfikację towaru dokładnie w takim stanie, w jakim trafia on do zwykłego klienta. Jeśli produkt stwarza poważne ryzyko, Prezes UOKiK będzie mógł nakazać dostawcom platform handlowych (marketplace’om, takim jak allegro czy amazon) niezwłoczne usunięcie oferty lub ograniczenie dostępu do interfejsu strony. Drakońskie kary finansowe to kluczowy element nowej ustawy. Maksymalna wysokość kar wzrosła dziesięciokrotnie - z dotychczasowych 100 000 zł do aż 1 000 000 zł. Kara ta może zostać nałożona za wprowadzenie na rynek niebezpiecznego produktu, ale także za utrudnianie kontroli czy niedopełnienie obowiązków informacyjnych.
Wprowadzenie nowych przepisów stawia przedsiębiorców w trudnym położeniu, gdzie z jednej strony muszą sprostać rygorystycznym wymogom unijnego rozporządzenia, a z drugiej zmierzyć się z surowym systemem kontroli przewidzianym w polskiej ustawie. Choć nadrzędnym celem jest ochrona konsumenta, dla wielu firm – zwłaszcza z sektora MŚP – nowe regulacje oznaczają konieczność znalezienia równowagi między wysokimi kosztami zgodności (compliance) a utrzymaniem konkurencyjności cenowej. Ryzyko dotkliwych kar finansowych, sięgających 1 000 000 zł. Sprawia, że zarządzanie bezpieczeństwem produktu przestaje być domeną działów technicznych, a staje się kluczowym elementem strategii przetrwania na rynku. Ostateczny „sukces” nowych przepisów będzie zależał od tego, czy organy nadzoru, korzystając z nowych narzędzi, będą potrafiły odróżnić rażące niedbalstwo od drobnych błędów administracyjnych, nie dławiąc przy tym ducha polskiej przedsiębiorczości. Przedsiębiorcy mają teraz czas na ostatnie szlify w swoich procedurach, zanim nowe przepisy i wysokie kary staną się codziennością.
